piątek, 2 stycznia 2015

Prolog

Welcome in the Hell~



Zima, jak każda zima. Mało śniegu, przymrozki i spóźniające się autobusy. Było już ciemno, a ciemne zaułki odstraszały takie osoby jak ja. Czyli słabych, delikatnych i samotnych. Jednakże, miałam swój charakterek i potrafiłam się wkurzyć. Kopnęłam w przystanek i zaklnęłam cicho pod nosem. 
- Nosz... - jęknęłam.
Nagle jakieś duże ręce w czarnych rękawiczkach, złapały mnie za usta, przyciskając mi jakiś materiał do ust i nosa. Druga ręka obejmowała mnie w pasie. Wdychając substancje, którą był nasączony materiał, słabłam. Każda sekunda sprawiała, że mniej się opierałam. Moje powieki zamykały się i otwierały, aż w końcu straciłam przytomność.

Nie widziałam, co się dzieje. Czułam tylko, jak ktoś mnie nosił i związał. Czyli nie ochodziło nikomu o gwałt. Bałam się. Byłam sama w pomieszczeniu. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk startowania samolotu. Wierciłam się, ale byłam przywiązana do fotelu. Kiedy stwierdziłam, że to nic nie da, uspokoiłam się.
- Prze-przepraszam... - powiedziałam drżącym głosem.
- Czego?! - podszedł do mnie ktoś.
- Przepraszam... Która godzina? - zapytałam przestraszona.
- Po co ci to wiedzieć? - usłyszałam głos kobiety.
- Muszę wziąć leki o 22. - poczułam łzę na policzku.
- Zielone czy szare? - zapytała.
- Szare, dwadzieścia jeden - dosłownie trzęsłam się ze strachu.
Po chwili poczułam ukłucie w ramie. Nie było to bolesne, ale uderzenie w głowę już tak. Ponownie straciłam przytomność.


Zaczęłam odzyskiwać przytomność, ale byłam strasznie słaba. Do moich uszu dobiegła rozmowa, dwóch mężczyzn. Mówili w języku japońskim, który doskonale znałam.

- Ona posiada przeciwciała?
- Tak.
- Jest aż tak bardzo cenna?
- Mają GO wzmocnić. Dlatego nie może nic się jej stać.

Japonia. Przeciwciała. Wirus. 
- Yakuza...? - szepnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz